BEZDOMNOŚĆ W POLSCE

Bezdomność, jeden z bardziej spektakularnych problemów współczesnej Polski, należy jednocześnie do problemów mało znanych. Luki w jego rozpoznaniu występują zwłaszcza na poziomie wiedzy ogarniającej całość zjawiska, w mniejszym stopniu na poziomie niektórych kwestii szczegółowych, związanych przede wszystkim z praktyką pomocy społecznej. Osiągalna jest obecnie wyrywkowa wiedza na temat instytucji świadczących pomoc społeczną dla bezdomnych, funkcjonowania niektórych schronisk, społeczno – demograficznej struktury ich mieszkańców, przyczyn bezdomności itp. Dostępny jest rejestr instytucji pozarządowych niosących pomoc bezdomnym (KLON). Wiadomo, że kilku przynajmniej autorów, jak dotąd niezależnie od siebie, prowadzi badania na temat różnych aspektów zjawiska bezdomności, co w przyszłości zapewne zwiększy zasób dostępnej wiedzy na jego temat.
Najważniejszą przeszkodą w rozpoznaniu i zdiagnozowaniu zjawiska bezdomności w Polsce, jest obecnie brak dobrze udokumentowanej wiedzy, ujmującej je w sposób całościowy. Za problemy podstawowe, poza samą definicją zjawiska, uznać tu można zagadnienie jego skali (liczby bezdomnych w Polsce) oraz geografii. Opierając się na własnych ustaleniach, będących rezultatami prowadzonych od kilku lat badań zjawiska bezdomności w Polsce, autor tego artykułu przygotowuje się do zabrania głosu we wspomnianych wyżej kwestiach ogólnych. Niniejsze opracowanie poświęcone jest w całości problematyce definicji zjawiska bezdomności.
Przyjęcie pewnej definicji bezdomności jest punktem wyjściowym do badania bezdomności i dyskusji na jej temat, choć zapewne są takie szczegółowe kwestie z tym zjawiskiem związane, które precyzyjnych definicji nie wymagają. Podstawowe znaczenie ma tu odpowiedź na pytanie, kogo uważamy za bezdomnego, jakie kryteria orzekania sytuacji bezdomności są najlepiej uzasadnione w sensie praktycznym i poznawczym.
Odpowiedzi na te pytania są oczywiście uzależnione od celu jaki sobie stawiamy. Ujawnienie celu, dla którego podejmuje się próbę zdefiniowania zjawiska bezdomności, jest niezbędne do sprecyzowania jego definicji, a także określenia zakresu jej stosowalności. Dalej poszukiwana będzie taka definicja bezdomności, na podstawie której możliwe byłoby rozróżnienie pewnej kategorii osób bez własnego „dachu nad głową”, w danym okresie czasu nie posiadających i nie mogących zapewnić sobie warunków do normalnego zaspakajania swoich potrzeb mieszkaniowych. Ma ona dotyczyć osób znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji i wymagających pomocy, nie może być zatem zbyt szeroka. Nadmierna jej rozciągłość spowodowałaby „rozmycie” problemu bezdomności, a nie rozróżnienie ludzi żyjących w trudnych warunkach mieszkaniowych lub potencjalnie bezdomnych, od rzeczywiście bezdomnych i utrudniłaby konstrukcję systemu pomocy społecznej dla nich. Poszukiwana definicja powinna być stosowalna zarówno do celów poznawczych, w tym do dokonania szacunku liczby bezdomnych w naszym kraju, jak i do celów praktycznych – polityki i pomocy społecznej.
Warto zaznaczyć, że obecnie w polskiej literaturze naukowej, jak i pozanaukowej, składającej się z wypowiedzi praktyków(1), nie ma żadnej, powszechnie przyjętej lub przynajmniej znanej, definicji bezdomności. Nie ma jej także w uregulowaniach prawnych, pomimo że obowiązująca ustawa o pomocy społecznej nakłada na samorządy obowiązek udzielania bezdomnym pomocy. Fakt, że nie ma definicji bezdomności nie tylko w samej ustawie, ale także w przepisach wykonawczych i w objaśnieniach do niej(2), zdaje się wskazywać na przekonanie Ustawodawcy o istnieniu pewnej zdroworozsądkowej normy, pozwalającej identyfikować zjawisko bezdomności. Nie kwestionując takiego przekonania, autor widzi jednak potrzebę wprowadzenia pewnej definicji bezdomności, także do uregulowań prawnych. Praktyka stosowania potocznego, kulturowego rozumienia bezdomności w instytucjach pomocy społecznej, posiada swoje mocne i słabe strony. Do jej mocnych stron należy elastyczność niezbędna do rozstrzygania wielu różnorodnych przypadków, stroną słabą jest otwarcie zbyt szerokiego pola dla arbitralności, a zatem i uznaniowości. Wprowadzenie pewnej „ramowej” definicji bezdomności mogłoby ograniczyć arbitralność w podejściu do tego zjawiska, bez ograniczania elastyczności tam, gdzie jest ona istotnie potrzebna. Sądząc po braku publikacji wyników badań statystycznych (GUS zapewne ich nie prowadzi), nie mamy także definicji bezdomności zoperacjonalizowanej przez polskich statystyków(3).
Poszukiwane dalej określenie bezdomności nawiązywać będzie do wspomnianej już normy występującej w świadomości potocznej. Potrzebne są jednak uściślenia, usuwające niedookreśloność języka potocznego, umacniane przez te jego zastosowania, w których wyrażają się skrajnie odmienne postawy w stosunku do bezdomnych i bezdomności, w tym te, które obliczone są na rozbudzenie emocji i wywarcie odpowiedniego efektu publicystycznego. W rezultacie w obiegowym języku występują nieraz zbyt wąskie lub zbyt szerokie określenia bezdomności. Pierwsza z tych sytuacji występuje na przykład wtedy, gdy nie uznaje się za bezdomną osoby, która posiada zameldowanie z prawem zamieszkiwania, pomimo że warunki rodzinne wykluczają taką możliwość. Przykładem może tu być także nie uznawanie za bezdomnych mieszkańców schronisk i noclegowni, ponieważ „mają oni dach nad głową”. Za drugi ze wspomnianych wyżej przypadków można uznać nazywanie bezdomnością takich sytuacji życiowych, jak brak stałego zameldowania, zamieszkiwanie w wynajmowanej kwaterze, czy przewidywana niemożność zaspokojenia swoich potrzeb mieszkaniowych w nieodległej przyszłości, po opuszczenia więzienia lub szpitala psychiatrycznego, po wygaśnięciu kontraktu o pracę itp. Za nadmierne rozciągnięcie pojęcia bezdomności uznać można także uznawanie za bezdomnych dzieci z domów dziecka oraz ofiar rodzinnych patologii („nie mają dokąd pójść”). Ów rozległy zakres sytuacji życiowych musi być z pewnością dostrzegany w analizach zjawiska bezdomności już ujawnionej („jawnej”), ponieważ często stanowi jej przedsionek. Te przedsionkowe formy bezdomności utrwalają się zresztą często na skutek zagrożenia bezdomnością jawną. Autor nie dysponuje wystarczającą ilością danych, aby, choćby pobieżnie, oszacować liczbę osób dotkniętych w Polsce którąś z nieujawnionych (potencjalnych) form tego zjawiska. W nazywaniu ich, jeśli posłużenie się pojęciem bezdomności będzie w ogóle uzasadnione, autor postuluje dołączanie do niego dodatkowych określeń, a więc, w zależności od kontekstu, stosowanie pojęć bezdomności potencjalnej lub społecznej (brak domu w sensie społecznym). Bez tychże dodatkowych określeń, powinno ono odnosić się tylko do ujawnionych form tego zjawiska(4), pozostałe nie są bowiem bezdomnością w ścisłym rozumieniu tego pojęcia.
Pojęć bezdomnego i bezdomności nie można definiować w oderwaniu od przyjętych w danym społeczeństwie norm kulturowych, określających warunki względnie „godziwego” i normalnego zaspakajania potrzeb mieszkaniowych. W kryterium kulturowym znajduje także swoje odbicie poziom rozwoju cywilizacyjnego, osiągnięty przez dane społeczeństwo. W przypadku społeczeństwa polskiego, gdzie brakuje około 1,5 miliona mieszkań i gdzie zwiększa się liczba młodych małżeństw, z powodu braku mieszkań zamieszkujących wraz z rodzicami(5), trudno uznać osoby pozbawione samodzielnych mieszkań za bezdomne (jak chcieliby „maksymaliści”, nawiązujący do szerokich definicji bezdomności, przyjmowanych w niektórych zamożnych społeczeństwach zachodnioeuropejskich). Zastosowanie kryterium kulturowego pozwala na zgodną z odczuciami większości społeczeństwa identyfikację „jądra”, istoty zjawiska bezdomności, nie jest jednak wystarczające dla celów diagnostycznych i naukowych. Dążąc do możliwej do osiągnięcia precyzji w określaniu sytuacji bezdomności, autor skupił uwagę na jej potocznie oczywistych formach, ustalając ich istotne, powtarzalne cechy. Podstawą do ich abstrahowania jest wiedza na temat bezdomności, uzyskana w rezultacie własnych badań empirycznych. Badania te umożliwiają ponadto poznanie „granicznych” form bezdomności (między bezdomnością a nie bezdomnością). Cenna dla autora okazała się ponadto możliwość sprawdzenia przyjętego określenia w praktyce badawczej. Proponuję zatem następujące określenie: bezdomność jest to sytuacja osób, które w danym czasie nie posiadają i własnym staraniem nie mogą zapewnić sobie takiego schronienia, które mogliby uważać za swoje i które spełniałoby minimalne warunki, pozwalające uznać je za pomieszczenie mieszkalne.
Sformułowania użyte w powyższej definicji wymagają wyjaśnień. Za bezdomnych, przy istniejących w Polsce uregulowaniach prawno – instytucjonalnych, uważać można tylko osoby dorosłe lub te dzieci, które znalazły się w sytuacji bezdomności wraz ze swoimi rodzicami lub prawnymi opiekunami. W praktyce zdecydowana większość bezdomnych dzieci przebywa w ośrodkach samorządowych lub pozarządowych instytucji, udzielających schronienia samotnym matkom z dziećmi. Ujawnienie przypadku bezdomności dziecka, zwłaszcza bez dorosłego opiekuna, powinno wiązać się z automatycznym przerwaniem tego stanu poprzez skierowanie go do stosownej instytucji wychowawczej.
Zasadniczo za bezdomnych (w Polsce), w ścisłym rozumieniu tego pojęcia, uważać można tylko osoby z obywatelstwem polskim lub osoby posiadające zezwolenie na pobyt stały, albo status uchodźcy. Tym osobom przysługuje pomoc, w rozumieniu obowiązującej obecnie ustawy o pomocy społecznej.6 Osoby nie posiadające takiego statusu, nawet jeśli pozostają bez dachu nad głową, powinny być postrzegane przede wszystkim jako nielegalni imigranci (co samo przez się nie ogranicza ich prawa do stosownej dla nich pomocy humanitarnej). Znaczącej części przebywających w Polsce nielegalnych imigrantów, którą stanowią rumuńscy Cyganie, nie można uważać za bezdomnych także dlatego, że warunki zaspakajania ich potrzeb mieszkaniowych, które potrafią zapewnić sobie w budowanych przez siebie prowizorycznych osiedlach, nie odbiegają zasadniczo od przyjętych w ich kulturze wzorów normalnego zaspakajania potrzeb tego rodzaju. Przypadki bezdomności osób mających prawo stałego pobytu w Polsce lub status uchodźcy, zdarzać się mogą jedynie sporadycznie i w znaczącym stopniu nie rzutują na występujący u nas problem bezdomności(7).
Za bezdomne mogą być uznawane osoby nie posiadające środków wystarczających do samodzielnego rozwiązania swoich problemów mieszkaniowych, np. poprzez wynajęcie pokoju. Ocena wystarczalności tychże środków nie może jednak polegać na zwykłym porównaniu ich np. z minimum socjalnym, czy z ustawowym progiem uprawniającym do świadczeń pomocy społecznej(8). Drugi z tych progów, dający możliwość chronienia się przed „naciągaczami”, w praktyce nie jest i nie może być stosowany jako kryterium oceny zaistnienia (niezaistnienia) sytuacji bezdomności, także w samorządowych (a więc działających pod rządami ustawy) schroniskach dla bezdomnych. Kryterium tym powinno być przede wszystkim odniesienie uzyskiwanych dochodów do kosztów utrzymania, obejmujących aktualne koszty wynajmu mieszkań. Wiele osób dysponujących mniej lub bardziej regularnymi dochodami (emerytura, renta, zasiłek dla bezrobotnych, praca), nie przestaje być przez ten fakt bezdomnymi. Oprócz niewystarczalności środków, równoległym problemem jest tu ograniczenie zdolności do samodzielnego życia, spowodowane m.in. zniedołężnieniem, chorobą, defektami osobowościowymi, więzienną przeszłością (wynajęcie kwater przez te osoby może być problemem nie tylko finansowym)(9).
W zaproponowanej wyżej definicji bezdomności uwzględnia się „teraźniejszość” tego stanu, a nie fakt jego wystąpienia w przeszłości ani prawdopodobieństwo wystąpienia w przyszłości. Nie każdy fakt czasowego pozostawania „bez dachu nad głową” wystarcza do orzeczenia sytuacji bezdomności. Jest ona bowiem stanem ewidentnej i względnie trwałej deprywacji potrzeb mieszkaniowych, w sytuacji, gdy dotknięta nią osoba nie jest w stanie jej zapobiec. Tego rodzaju brak możliwości zaspakajania potrzeb mieszkaniowych zawsze wiąże się z poważnym upośledzeniem psychicznego i społecznego funkcjonowania człowieka.
Możliwość uznania danego lokalu mieszkalnego za swój uzależniona jest ogólnie od posiadania prawa do jego legalnego użytkowania, a także od sytuacji społecznej, w jakiej dana osoba znajduje się użytkując tenże lokal. Sytuacja prawna i społeczna mogą łącznie określać okoliczności braku własnego dachu nad głową (swoiste dla każdego przypadku), mogą też wytwarzać je samoistnie. Jakkolwiek w większości przypadków bezdomności, jej bezpośrednią przyczyną jest nieposiadanie prawa do użytkowania jakiegokolwiek lokalu mieszkalnego (lub jego części), to trzeba zauważyć, że bezdomność jest przede wszystkim zjawiskiem społecznym, nie poddającym się opisowi w kategoriach czysto prawniczych. Ani formalne prawo do zamieszkiwania w danym lokalu ani brak takiego prawa nie przesądzają o fakcie bycia lub niebycia bezdomnym. Złe stosunki ze środowiskiem społecznym, najczęściej konflikty i patologie rodzinne, czynią z punktu widzenia wielu osób bezsensownym egzekwowanie ich prawa do współzamieszkiwania. Możliwe są także sytuacje zaspakajania potrzeb mieszkaniowych względnie bez przeszkód, pomimo braku zameldowania i formalnego prawa do zamieszkiwania w danym lokalu mieszkalnym.
Poczucie nieposiadania swojego dachu nad głową, istotne w definicji bezdomności, jest oczywiście subiektywne i stopniowalne(10). Jako element definicji bezdomności może być jednak zoperacjonalizowane, przekracza bowiem w przypadku bezdomności pewien uchwytny stan krytyczny. Stanem tym jest znalezienie się „na bruku”, brak możliwości normalnego zaspakajania potrzeb mieszkaniowych. Niezależnie od pośrednich i bezpośrednich przyczyn tej sytuacji, poczucie braku własnego dachu nad głową ma obiektywne potwierdzenie i jest zgodne ze stanem faktycznym.
W zaproponowanej definicji bezdomności za kryterium jej stwierdzenia uznaje się także minimalne warunki, pozwalające uznać wykorzystywany na schronienie obiekt za pomieszczenie mieszkalne. Aby mógł on takie warunki spełniać, powinno być w nim możliwe zaspakajanie typowych potrzeb egzystencjalnych człowieka, w tym minimalnego przynajmniej poczucia intymności i wyłączności. Sprecyzowanie i drobiazgowe wyszczególnienie owych warunków jest bardzo trudne i nie rozstrzyga wątpliwości pojawiających się w różnych przypadkach „granicznych”. O ile nie ma wątpliwości w identyfikacji sytuacji bezdomności, gdy potrzeby paramieszkaniowe zaspakajane są pod gołym niebem lub w takich obiektach przeznaczonych do celów niemieszkalnych, jak dworce, kanały ciepłownicze, klatki schodowe itp., to zdarzają się sytuacje, kiedy relatywnie bardzo niski standard cywilizacyjny i brak formalnego adresu (zameldowania) nie przesądzają tejże identyfikacji. Osoba mieszkająca w prymitywnej chacie na własnej działce budowlanej (słusznie) postrzegana będzie jako bez domu, ale nie bezdomna. Podany przykład potwierdza zarazem, że atrybutem bezdomności jest brak zasobów materialnych, w postaci pieniędzy lub dających się spieniężyć dóbr, stwarzających osobie znajdującej się w trudnej sytuacji mieszkaniowej pewne pole manewru i kontroli istniejącej sytuacji.
Jako użyteczne rozróżnienie dwóch kategorii bezdomnych, wprowadzić warto, za Ch. Jencksem, umowne pojęcia bezdomnych „ulicznych” (street homeless), przebywających poza schroniskami oraz bezdomnych „schroniskowych” (shelter homeless), przebywających w różnego typu schroniskach(11). Autor artykułu zgadza się z przekonaniem Ch. Jencksa o względności tego rozróżnienia, wynikającej z przemiennego „zamieszkiwania” tych samych bezdomnych „na ulicy” i w schroniskach (nieraz okresowo także w innych miejscach) i jego precyzji tylko w odniesieniu do danej nocy. W odróżnieniu od Jencksa, nie uznaje jednak tej względności za całkowitą, a obydwu wyodrębnionych kategorii bezdomnych za różniących się tylko (lub przede wszystkim) miejscem spędzenia ostatnich nocy. Przynajmniej w polskich realiach charakterystyka obu tych kategorii, zwłaszcza za sprawą ich „twardych”, stałych uczestników, jest w niektórych elementach odmienna. Do najważniejszych różnic należy: pewna nadreprezentacja bezdomnych poszukiwanych przez policję („na bębnie”) w kategorii pozaschroniskowej, większy w nich udział „czynnych” alkoholików(12) i osób nie planujących w najbliższej przyszłości zmiany sposobu życia. Wśród bezdomnych „schroniskowych” częściej zdarzają się natomiast osoby poszukujące stałej pracy i rokujące nadzieje na powrót do społeczeństwa, a także zniedołężniałe i schorowane, trwale zdane na pomoc społeczną.
Z powyższych stwierdzeń jasno wynika, że autor artykułu uznaje osoby zamieszkujące różnego typu schroniska i noclegownie za bezdomne, pomimo że mają tam zapewniony dach nad głową, przynajmniej w porze nocnej, oraz (w różnym zakresie) możliwość zaspokojenia innych swoich potrzeb bytowych. Przemawia za tym kilka względów. Należy do nich „statutowa” namiastkowość w zaspokajaniu normalnych potrzeb mieszkaniowych, proponowana przez typowe schroniska (zwłaszcza noclegownie), w tym ograniczone i w różny sposób reglamentowane prawo do pobytu, brak intymności i wpływu na dobór współlokatorów, ograniczone prawo posiadania i osobistego użytkowania niektórych przedmiotów i sprzętów. O zasadności uznania osób przebywających w schroniskach za ciągle bezdomne przemawia także ukształtowana już norma kulturowa, na podstawie której opinia publiczna nie uznaje pobytu w nich za normalny sposób zaspokajania potrzeb mieszkaniowych. W kontaktach z otoczeniem społecznym, w tym przy poszukiwaniu pracy, mieszkańcy typowych schronisk są jednoznacznie identyfikowani jako bezdomni, z całymi konsekwencjami tego faktu (stygmatyzacja). Jakkolwiek powyższa kwalifikacja zgodna jest z odczuciami większości społeczeństwa i nie kwestionawana w polskiej i zagranicznej poważnej literaturze przedmiotu, zauważyć trzeba pojawianie się głosów jej przeciwnych(13). I tak Ch. Jencks, przyjmujący zakresowo podobną do zaproponowanej tu definicję bezdomności, odwołując się do realiów amerykańskich, oprócz „zwykłych” schronisk za typowe miejsce pobytu bezdomnych uznaje także pewną ich, u nas nie istniejącą formę – hotele socjalne (welfare hotels)(14). Według J. Moore, D. Cantera, D. Stockleya i M. Drake, odnoszących swój sposób rozumienia bezdomności do realiów brytyjskich, bezdomni „uliczni”, będący dla opinii publicznej synonimem bezdomnego, tworzą jedynie wierzchołek góry lodowej. W istocie liczba pozostałych bezdomnych, za których uważają oni praktycznie wszystkich ludzi, wbrew swej woli nie posiadających stałego miejsca zamieszkania i zamieszkujących przede wszystkim w różnego typu schroniskach, jest 35 razy większa od liczby bezdomnych „ulicznych”(15).
W dyskusji na temat ogólnej zasady, jak się wydaje merytorycznie przesądzonej, umyka istotnie trudny do zakwalifikowania problem sytuacji „granicznych”. Występują one zwłaszcza w niektórych „autorskich”, pozarządowych instytucjach udzielających schronienia bezdomnym (np. Barka, Chleb Życia, Przystań), choć nierzadko zdarzają się także w schroniskach komunalnych. Trudna do rozstrzygnięcia jest kwalifikacja (bezdomny – niebezdomny) sytuacji niektórych wielokrotnych lub wieloletnich mieszkańców tych samych schronisk, którzy, zapewne z braku alternatyw życiowych, czują się w nich względnie zadomowieni i bezpieczni. Jeszcze trudniejszy problem oceny powstaje, gdy instytucje udzielające schronienia oferują swoim podopiecznym względne poczucie bezpieczeństwa i możliwość wieloletniego pobytu (np. samotne matki z dziećmi w domach wspólnoty Chleb Życia), czy wręcz życie w stosunkowo stabilnych wspólnotach, nie nakładających obowiązku usamodzielnienia się (np. wspólnoty fundacji Barka). Określenie ustabilizowanej części mieszkańców tych instytucji mianem bezdomnych istotnie wydaje się dyskusyjne. Akceptacja przez niektórych podopiecznych długotrwałego pobytu w nich wiąże się głównie z brakiem alternatyw życiowych.
Długotrwałość pobytu wiąże się także z tym, że wspomniane instytucje, często „programowo”, podejmują się także zadania resocjalizacji mieszkańców. W przypadku Barki proponowany jest ponadto pewien sposób życia, który może być zarówno etapem w życiu podopiecznych, jak i sposobem na życiowe ustabilizowanie się w pararodzinnej wspólnocie.
Zdaniem T. Sadowskiego, założyciela i pomysłodawcy Barki, wyrażonym w rozmowie z autorem artykułu (23.08.96), ustabilizowani uczestnicy wspólnot nie mogą już być uważani za bezdomnych, a raczej za ludzi „wyciągniętych” z bezdomności. Na aktualnym etapie badań autor artykułu nie podejmuje się rozstrzygnięcia, których, i czy w ogóle, uczestników tego typu wspólnot można uznawać za niebezdomnych (brak danych na temat ich samoidentyfikacji, a także na temat sposobu ich postrzegania przez otoczenie społeczne), nie rezygnując jednak ze stwierdzenia, że pewna narzucona przez życie nieostrość definicji bezdomności, spowodowana występowaniem tych czy innych sytuacji „granicznych”, ma poważniejsze konsekwencje tylko w dyskusji nad sposobami pomocy społecznej dla bezdomnych. Ze względu na stosunkowo małą liczbę tychże granicznych przypadków, w porównaniu z całą populacją schroniskowych i pozaschroniskowych bezdomnych, nie będzie ona miała większego wpływu np. na opis skali i geografii tego zjawiska w Polsce.
Oprócz zaproponowanego wyżej, w dużym stopniu względnego, podziału ogólnej populacji bezdomnych na schroniskowych i pozaschroniskowych (za Jancksem: „ulicznych”), w konkretnych kontekstach problemowych rozważać można oczywiście także inne jej typologie. W kontekście tej pracy warto ustosunkować się do tych rozróżnień, które zakładają pewne ogólne rozumienie zjawiska bezdomności, a więc pewną jego ogólną definicję. Do fenomenu polskiego sposobu klasyfikowania ogólnych przyczyn zjawiska bezdomności, nie spotykanego w społeczeństwach, gdzie wiedza na temat bezdomności jest lepiej ugruntowana, należy traktowanie jej jako stanu wybranego („bezdomni z wyboru”) przez dużą część lub nawet większość osób bezdomnych. I tak, o ile A. Duracz-Walczak w artykule z 1992 roku wspomina, że wśród bezdomnych znajduje się pewna trudna do oszacowania liczba osób, które upodobały sobie życie nie poddające się żadnym rygorom (bezdomni „dobrowolni”)(16) to w opublikowanych równolegle w końcu 1993 roku artykułach A. Chrapkowskiej-Zielińskiej i M. Pisarskiej, kategoria bezdomnego „z wyboru” jest już członem dychotomicznego podziału całej populacji bezdomnych, a więc podziału ich na tych, którym odpowiada „taki” tryb życia i tych, którzy pragną zmienić swoją sytuację, będąc bezdomnymi z przymusu.”(17). Bardziej rozbudowana i szerzej uzasadniana klasyfikacja M. Pisarskiej zastosowana została w opracowaniach ministerialnych (MPiPS)(18). Ten szeroko, a niesłusznie podzielany pogląd na temat bezdomności wyraziła m.in. także E. Zaleska(19). Upowszechnienie się w Polsce, także w myśleniu naukowym, stereotypu dobrowolnej bezdomności „znacznej” części ludzi bez dachu nad głową, możliwe jest na skutek nadmiernego skupienia się na ich bieżących zachowaniach oraz strategiach i postawach życiowych, bez wnikania w ich społeczne i ekonomiczne uwarunkowania. Na tym poziomie, a często jest to poziom powierzchownie i źle interpretowanych zachowań, przekonanie o bezdomności, jako wybranym, a zatem preferowanym sposobie życia, może znajdować swoje uzasadnienie. Co więcej, wielu praktyków pomocy dla bezdomnych i samych bezdomnych (najczęściej zresztą oceniają oni w ten sposób innych, nie siebie) podziela pogląd, że wielu bezdomnym ten stan „pasuje”, m.in. dlatego, że ze zbyt małą determinacją starają się o jego zmianę. Wystarczy jednak porozmawiać z owymi „dobrowolnymi” bezdomnymi, aby dowiedzieć się, że ich największym marzeniem jest posiadanie własnego dachu nad głową, wybierana nie jest zatem bezdomność. Nie ma wątpliwości, że wielu, zapewne nawet większość bezdomnych znalazła się w tej sytuacji na skutek popełnionych przez siebie błędów życiowych, niekiedy strategicznych i obecnie nie robią wszystkiego co możliwe, aby się z niej wydobyć. Rozumowanie to może się jednak odnosić do ludzi, którzy przebyli normalny proces socjalizacji oraz potrafią właściwie oceniać i rozwiązywać swoje problemy życiowe. Zaburzenia i niedorozwojowe defekty osobowościowe, które są udziałem zdecydowanej większości tzw. bezdomnych z wyboru, wpływając na podejmowane przez nich decyzje życiowe, z pewnością wybierane przez nich nie są, są natomiast na ogół skutkiem przebycia przez nich procesu socjalizacji w patologicznym otoczeniu społecznym. W wielu przypadkach przyjęcie stylu życia „z dnia na dzień”, na przetrwanie, mogące sugerować „wybór” bezdomności, jest tylko reakcją na sytuację braku realnych szans wyjścia ze stanu bezdomności.
Pisząc o „fenomenie” przyjętego w Polsce sposobu myślenia na temat bezdomności, polegającego na uznaniu jej za stan wybrany przez dużą część bezdomnych, autor nie chciał oczywiście sugerować, że poza Polską ten styl myślenia w ogóle się nie zaznacza. Zdaniem autorów cytowanej już pracy ” The Faces of Homelessness in London „, tego typu poglądy często reprezentowane są przez rządy i wyrażane przez niektórych polityków. Ustosunkowując się do wypowiedzi R. Reagana, w której uznał on „ulicznych” bezdomnych za bezdomnych z wyboru (by choice), uznali oni ją za próbę uwolnienia się od odpowiedzialności za zaistniałą sytuację(20). Warto zauważyć, że w świetle przyjętej wyżej definicji, w której bezdomność uznaje się za stan utrzymujący się wbrew woli osób bezdomnych, w pojęciu „bezdomnego z wyboru” występuje sprzeczność logiczna. Można zatem wnioskować w oparciu o te założenia, że bezdomny „dobrowolny”, jeśli taki typ w ogóle realnie istnieje, nie może być uznany za sensu stricto bezdomnego, a raczej za włóczęgę, lub znajdującego się w sytuacji bezdomności uciekiniera. Z praktyki wiadomo, że przypadki bezdomności jako wybranego sposobu życia, jakkolwiek rzadko, zdarzają się. Motywem nie jest wtedy jednak wybór bezdomności jako preferowanego stylu życia (autor nigdy nie zetknął się z takim przypadkiem), a raczej chęć ucieczki, na ogół przed zobowiązaniami alimentacyjnymi.
Definiując zjawisko bezdomności, lub raczej ogólnie je oceniając, pamiętać trzeba, że są różni bezdomni i różne drogi do znalezienia się w tym stanie. Nawet jeśli wiadomo, że w wielu przypadkach bezdomności jest ona rezultatem wcześniej dokonanych przestępstw, alkoholizmu, unikania zobowiązań itp., nie można jej traktować jako dewiacji indywidualnej, a zatem samych bezdomnych jako dewiantów. Stanowisko takie, często u nas występujące, jest nieuzasadnione, choć do pewnego stopnia zrozumiałe, bo ukształtowane poprzez obserwację najbardziej spektakularnych form bezdomności („ulicznej”).
Zaproponowanego wyżej sposobu definiowania zjawiska bezdomności, w tym określenia jego zakresu, nie traktuje autor jako formuły zamkniętej i skończonej. Pozostaje ona otwarta nie tylko na zmiany, jakie niesie ze sobą teraźniejszość, ale także na uwagi krytyczne osób zainteresowanych podjętą tu problematyką.

Przypisy
1 Przykładem praktyka od lat działającego na rzecz bezdomnych, lecz okazjonalnie tylko definiującego bezdomność, jest M. Kotański, który w swoich ocenach odwołuje się raczej do „pascalowskiego porządku serca”, nie przywiązując wielkiej wagi do precyzowania formuł definicyjnych. Por. wypowiedź J. Szczepańskiego, cytowana przez M. Kotańskiego bez komentarza, w: M. Kotański, „Sprzedałem się ludziom”, s. 90. Rezygnacja z omawiania zakładanej przez siebie definicji bezdomności nie jest bynajmniej specyfiką polskiej literatury poświęconej temu zjawisku. Nieujmowanie bezdomności w jakiejś precyzyjnej formule jest cechą np. wielu publikacji amerykańskich, w tym naukowych, o ile opisywane są w nich pewne potocznie oczywiste formy tego zjawiska.
2 Ustawa o pomocy społecznej z dnia 29 listopada 1990 r. , wraz z objaśnieniami i przepisami wykonawczymi, Praca Socjalna 1-2/1991.
3 Brak wspólnej metodyki badań bezdomności, wynikający w dużej mierze z uchybień definicyjnych i braku uzgodnień w tym zakresie, sprawia, że statystyka bezdomności w krajach Unii Europejskiej także pozostawia wiele do życzenia. Dane zbiorcze publikowane przez FEANTSA nie są w pełni wiarygodne ani porównywalne. Por. I. Ogonowska, „Bezdomność w krajach Wspólnoty Europejskiej”, Sprawy Mieszkaniowe 1/1995.
4 Pojęcia te do polskiej literatury przedmiotu wprowadziła najprawdopodobniej K.Wierzbicka, por. „Problem bezdomności w Polsce”, w: „Strefy niedostatku i nędzy mieszkaniowej w Polsce”, E. Kuminek (koord), IGPiK, Warszawa 1990. Pojęcie „jawnej” bezdomności (visible homeless) jest stosowane w USA i w krajach europejskich (np. w opracowaniach firmowanych przez FEANTSA).
5 „Załamało się bowiem budownictwo mieszkaniowe oraz pojawiła się bariera dostępu do własnego mieszkania ze względu na ogromny wzrost cen. Około 1/3 młodych rodzin (mąż w wieku do 34 lat, a żona – do 30 lat) nie utrzymuje się samodzielnie i zamieszkuje wraz z rodzicami, podczas gdy jeszcze na początku dekady lat osiemdziesiątych był to wskaźnik rzędu 1 /4 (GUS 1994).” S. Golinowska, „Przemiany w warunkach życia polskich rodzin w okresie transformacji”, w: „Rodzina – jej funkcje przystosowawcze i ochronne”, PAN, Warszawa 1995, s. 60.
6 Por. jednolity tekst Ustawy o pomocy społecznej z dnia 29 listopada 1990 (po nowelizacjach), Rzeczpospolita nr 192/1996, dział I, art. 2 b.
7 W latach 1993 – 95 status uchodźcy w RP uzyskało 492 cudzoziemców, przy czym część z nich (liczba nie znana autorowi), opuściła już Polskę. Począwszy od złożenia wniosku o jego nadanie, mogą oni przebywać w jednym z przeznaczonych dla nich ośrodków – por. „Uchodźcy”, UNHCR nr l, czerwiec 1996. Wraz z decyzją o nadaniu statusu uchodźcy uzyskują tzw. Genewski Dokument Podróży, w zasadzie równoważny paszportowi – uprawnia do wyjazdu za granicę, choć w niektórych krajach wymaga się od legitymujących się tego rodzaju paszportem posiadania wizy. Prawo stałego pobytu w Polsce uzyskują osoby mające szanse na „zakorzenienie” w naszym kraju (praca, rodzina), a więc nie potencjalni bezdomni.
8 Obowiązująca Ustawa o pomocy społecznej określa waloryzowany próg dochodowy, powyżej którego wykluczone jest udzielanie całkowicie bezzwrotnej pomocy z tytułu bezdomności, por. Rzeczpospolita nr 192/1996, dział I, art. 3,4,5.
9 Zauważyć warto, że wynajmującym kwatery prywatne nie przysługują dodatki mieszkaniowe, por. Ustawa o najmie i dodatkach mieszkaniowych, DZ. U. nr 105 z 11.10.1994.
10 Ch. Jencks zwraca uwagę, że posiadanie domu wiąże się z prawem do przebywania w nim i oddalania od niego obcych. Dom uważa za przestrzeń prywatną. Por. Ch. Jencks, „The Homeless”, Harvard University Press 1994, s. 4.
11 Tamże. Ch. Jencks posługuje się także pojęciem „visible homeless”, w znaczeniu zbliżonym do tego, jakie K. Wierzbicka (op.cit) nadała zastosowanemu przez siebie pojęciu „jawnych” bezdomnych.
12 W schroniskach przestrzegany jest na ogół regulaminowy zakaz spożywania alkoholu.
13 Np. wypowiedź prof. Z. Dulczewskiego, w czasie obrad konferencji Instytutu Socjologii UAM (Czerniejewo 28 – 29.04.1994), która zyskała aprobatę części uczestników dyskusji.
14 Ch. Jencks, op. cit., s. 7.
15 J. Moore, D. Canter, D. Stockley, M. Drake, „The Faces of Homelessness in London”,
Dartmouth 1995, s. 1.
16 A. Duracz-Walczak, „Zarys zasad polityki społecznej wobec bezdomnych w świetle ustawy z dnia 29 listopada 1990 r. o pomocy społecznej”, Praca Socjalna 3/1992.
17 M. Pisarska, „Bezdomni w Łodzi. Analiza socjologiczna”, Polityka Społeczna 11/12 1993,
A. Chrapkowska-Zielińska, „Schronisko dla bezdomnych w Bydgoszczy”, tamże.
18 „Zarys modelowych rozwiązań w dziedzinie bezdomności w Polsce”, opracowanie zespołu pracowników ministerstwa, w składzie: T. Uliasz, W. Bednarska, J. Kobiak.
19 „znaczną część tej grupy stanowią ludzie, którzy ze względów psychologicznych i socjologicznych (? przyp. autora) sami wybrali ten sposób życia.” E. Zaleska, „Badania bezdomności w Polsce”, Sprawy Mieszkaniowe 1/1995…
20 J. Moore, D. Canter, D. Stockley, M. Drake, op.cit, s. 9.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: